sobota, 28 kwietnia 2012

Skyscraper

You can take everything I have
You can break everything I am
Like I'm made of glass
Like I'm made of paper

Normalnie nie słucham popu. Normalnie nie słucham "gwiazdek Disney'a". Ale ostatnio jakoś moja hardcore'owa dusza poszła spać a przyszedł w jej miejsce jakiś łagodny duszek. Zazwyczaj kiedy byłam zła, włączałam jakiś scream'owy kawałek i smutek przechodził. A ostatnio jakoś ciężej. Nie wiem czy to ze względu na to, że najzwyczajniej w świecie nikt nie widzi kiedy jestem smutna czy też że nie ma mnie kto pilnować. A może dlatego, że ostatnio większość rzeczy się sypie? Jedyna rzecz, która mi jakimś cudem wychodzi to studia. Nie żeby jakoś wybitnie, ale na luzie wszystko się układa. Ale założę się, że jeśli nie znajdę motywacji, jakiejkolwiek, to w czerwcu nie będzie już tak kolorowo.
No bo jak mam się skupić na studiach, kiedy są ludzie, którzy mnie nienawidzą, chociaż nie mają powodu? I tu nie chodzi o to, że zwyczajnie ktoś mnie nie lubi. Ale kiedy na co dzień mijasz kogoś, kto jednym spojrzeniem sprawia, że czujesz się zupełnie nie na miejscu. Kiedy wychodzisz z pokoju w połowie rozmowy, bo ktoś ci się wpierdala w środek zdania, udając że cię nie ma.
Pewnie sobie czymś zasłużyłam, moja joginka by powiedziała, że to Karma. Chrzanić Karmę. To boli. Każde wspomnienie, urywki przykrych scenek.
Narzekam na dni, kiedy mam dużo zajęć i spędzam po 10 godzin na uczelni. Oczywiście, że narzekam. Ale wtedy nie mam czasu, żeby znów sobie przypominać to wszystko. I tak, pewnie histeryzuję, przesadzam, przecież gdzieś są dzieci, które umierają z głodu a ja tak strasznie cierpię, bo ktoś nie darzy mnie sympatią. I ta świadomość, że są ludzie, którym jest gorzej niż mnie, wcale nie pomaga. Wszystko pogarsza. Bo kiedy człowiek sobie uświadamia takie rzeczy, czuje się żałosnym. A kiedy takiemu człowiekowi kolejna rzecz nie wychodzi tak jak powinna, kolejne marzenie wymyka się z rąk, przecieka jak woda przez palce... Wtedy zaczynasz się zastanawiać, jaki to wszystko ma sens. I Boże, jak to by było cudownie, gdybym widziała w tym wszystkim sens!

Moralna załamka.

Chyba właśnie jestem zrobiona z papieru. Łatwo mnie zgnieść. Albo ze szkła - zbyt szybko się tłukę. A niektórym chyba widocznie sprawia przyjemność patrzenie na to, jak tłukę się coraz bardziej.
Dlatego zastanawiałam się ostatnio, co by było większą karą dla tej osoby - złamanie jej czy świadomość, że to ja złamałam się przez nią.

Do you have to make me feel like there is nothing left of me?
Would it make you feel better to watch me while I bleed?

czwartek, 5 kwietnia 2012

Czekoladowe rozdanie

Jeden z blogów, które obserwuję (PysiaPatrysia) zorganizował Czekoladowe Rozdanie. Zawsze może też ktoś inny wziąć udział, prawda? :)
Ja zachęcam. Zazwyczaj nic nie wygrywam, ale lubię podnosić statystyki, więc...

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Wiara

Kiedy ktoś mnie pyta, czy wierzę w Boga, nie potrafię jednoznacznie powiedzieć "Nie", więc wykręcam się ironicznym uśmiechem i mówię, że "każdy ma swojego Boga". Kiedyś naprawdę wierzyłam, kiedy byłam młodsza. I często nawet pytałam Go, czemu jest tak a nie inaczej i czemu pozwala, żeby niektóre rzeczy po prostu się działy. I co? Oczywiście, że nie dostałam żadnej odpowiedzi. Po którymś razie z rzędu, zwyczajnie się obraziłam. Na Boga. Można, prawda? Ale to wciąż nie było tak, że całkiem nie wierzyłam. Raczej akceptowałam to, że może On tam faktycznie jest, tylko po prostu zostawił świat i zupełnie w niego nie ingeruje. I tak było dość długo. Ale im więcej złego przydarzało się mi i innym, którzy mnie otaczali, tym bardziej zaczynałam wątpić. No bo... Skoro jest taki miłosierny, sprawiedliwy, wszechwiedzący to dlaczego świat nie jest dobry? No tak, działanie Szatana. Ale przecież on nie jest silniejszy od Boga! Jest tak samo jak my Jego tworem! Musi mieć nad nim władzę. To chore...
I ktoś mógłby powiedzieć, że to taka fanaberia, trend, że wszyscy nagle są "ateistami", bo to ładnie brzmi i jest nawet poprawne politycznie. No bo przecież taki ateista nie jest stronniczy. Nie pochyla się ku żadnej religii i nie przestrzega tych zasada. Co nie znaczy, że nie ma moralności.
Ale jak się nad tym dłużej zastanowić, to taka wiara w Boga jest dobra. Nasz znajomy kiedyś przyjechał do nas, w odwiedziny. I chociaż zmarł mu dziadek najwyżej 3 dni wcześniej, to jego żałoba obejmowała tylko bardziej stonowane kolory jego ubrań. Wcale nie był smutny, przygaszony czy rozżalony. Uśmiechał się, żartował... Powiedział w końcu, że widocznie tak miało być, że Bóg go tam potrzebował u góry i był dobry na tyle, by skrócić mu cierpienia na ziemi. Tam w niebie ma się lepiej przecież. Piękne wytłumaczenie i jaka oszczędność łez, które i tak nie pomogą.
Ja tak nie potrafiłam. Babcia umarła i nie zobaczyła nawet kartki na święta, którą jej posłałam. Kartka stała na kredensie, za szybą, oparta o kieliszek. W jednym z najbardziej widocznych miejsc w pokoju. A ona i tak jej nie zobaczyła, bo nie zdążyła. Może to i głupi powód, żeby się obrazić na Boga, ale miałam tylko niecałe 11 lat a Babcia niedawno przeszła w końcu operację na oczach i powoli odzyskiwała wzrok. Co z tego, skoro nie zdążyła w pełni tego wykorzystać? Jeżeli to ma być sprawiedliwość, że ktoś zbiera pieniądze na drogi zabieg przez 10 lat i gdy w końcu się wszystko udaje, nie może się tym nawet przez chwilkę nacieszyć, to ja dziękuję.
Mama powiedziała, że się za mnie pomodli. Cóż, niektórzy widocznie potrafią. Ja nie. To pewnie strasznie samolubne i egoistyczne, takie "bo ja to i ja tamto", ale jak mam sobie wytłumaczyć niektóre rzeczy?
Mam wierzącą, bardzo wierzącą przyjaciółkę. Właściwie dwie, ale tylko jedna ze mną o tym pogadała. I wytłumaczyła mi to tak, a przynajmniej starała się, że to wszystko co się dzieje złego w moim życiu, to moje doświadczenie. Że tacy ludzie co się mają o niebo lepiej, będą mieli trudniej w późniejszym życiu. Bo nie będą potrafili tego co ja. Ale ja myślę, że nie będą potrzebowali tego co ja potrafię. I ja też tego nie potrzebuję. Żadnej z tych rzeczy, które nauczyło mnie życie, nie chcę praktykować w przyszłości.
A moja mama patrzy na mnie coraz większymi oczami i chociaż się śmieje z tego co ja mówię, ten śmiech jest coraz płytszy, coraz bardziej niepewny, czasem nerwowy.
Podobno "na starość" ludzie wracają do Kościoła, do Boga i do wiary. Podobno...