czwartek, 14 marca 2013

Over again

Niech mnie ktoś przytuli albo się rozpadnę.
Jak dosłownie trzeba coś powiedzieć, żeby ktoś zrozumiał?
Jak dosadnie muszę wyrazić swoje uczucia?
Nie potrafię ich nazwać i to tylko pogarsza całą tę sprawę.
Chcę zacząć od nowa, od początku, ponownie znaleźć się na starcie. Spieprzyłam sobie życie na wielu etapach i wiem, że nie mogę o to obwiniać nikogo, poza samą sobą. Tęsknię za tymi wszystkimi słowami, które słyszałam. Tęsknię za każdym dotykiem, którego uniknęłam. Żałuję wielu słów, które wypowiedziałam i których nie wypowiedziałam.
I czuję się tak rozwalona w środku, że jestem pewna, że sama sobie z tym nie poradzę. Ale nikt nie widzi, że potrzebuję, by ktoś mnie naprawił.
Ludzie nie lubią widzieć cierpienia. Wolą odwrócić wzrok, zmienić temat, zakrzyczeć. A ja tak nie potrafię.
Potem mi mówią, że jestem skryta, zamknięta, nic o mnie nie wiedzą, co u ciebie, nic mi nie mówisz ostatnio.
W takich momentach mam ochotę im wykrzyczeć w twarz każdy moment, w którym próbowałam, ale nikt nie był wystarczająco cierpliwy, by mnie wysłuchać. Każdą chwilę, kiedy mówiłam, ale wszyscy mieli ważniejsze problemy.

Niech ktoś mi powie co mam zrobić, albo zwariuję.

Nienawidzę być sobą. Jestem zepsuta.

sobota, 29 grudnia 2012

Urodziny

Miałam niedawno urodziny, takie okrągłe i naprawdę poczułam się staro. Ale potem pomyślałam, że to nie numer określa nasz wiek, przynajmniej nie ten psychologiczny i znów poczułam się sobą. Nieważne więc które urodziny właśnie mamy, ważne na ile się czujemy!



Oni nie rozumieją tego w urodzinach i nigdy ci tego nie powiedzą, że kiedy masz jedenaście lat, masz również dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa lata i rok. I kiedy budzisz się w swoje jedenaste urodziny oczekujesz czuć się jedenastolatkiem, ale tak nie jest. Otwierasz oczy i wszystko jest tak samo jak wczoraj, poza tym, że jest dzisiaj. I w ogóle nie czujesz się jedenastolatkiem. Wciąż czujesz się jakbyś miał dziesięć lat. I jesteś - pod tymi wszystkimi latami, które sprawiają, że masz jedenaście lat.
W niektóre dni możesz powiedzieć coś głupiego i to część ciebie, która wciąż ma dziesięć lat. Albo może kiedyś będziesz potrzebował, by usiąść mamie na kolanach, bo będziesz przestraszony i to część ciebie, która ma pięć lat. I może pewnego dnia, gdy będziesz już zupełnie dorosły, może będziesz potrzebował płakać jak trzylatek, ale to dobrze. Właśnie to mówię mamie, gdy jest smutna i chce jej się płakać. Może czuje się jak trzylatka.
Ponieważ sposób w jaki dorastasz jest podobny do cebuli albo słojów w środku drzewa albo do tych drewnianych laleczek, które się nakładają jedną na drugą. Tak właśnie wygląda bycie jedenastolatkiem.
Nie czujesz się jak jedenastolatek. Nie od razu. Zajmuje to kilka dni, może tygodni a nawet miesięcy zanim powiesz Jedenaście, gdy spytają cię o wiek. I nie czujesz się mądry jak jedenastolatek, nie dopóki nie przyjdą twoje dwunaste urodziny. Tak właśnie to jest.  

niedziela, 25 listopada 2012

Weakness

Tak naprawdę nigdy się nie zakochiwałam. Czasem jakieś małe "kocham cię" wymykało się mimowolnie z moich ust. Ale nie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że kochałam prawdziwie.

A Ty?

Pytasz, czy wszystko u mnie w porządku. Nie mam na to odpowiedzi, ale mówię, że jest dobrze. Potem mówisz, że mnie kochasz, a ja odwdzięczam się tym samym, uśmiechając się pod nosem. Przecież nie ma nic lepszego niż bycie kochanym. Ale potem nie ma Cię w pobliżu i uśmiech momentalnie spływa z moich ust. Przychodzą wszystkie wątpliwości. Nie miej mi za złe, że czasem jestem zbyt zaborcza. To dlatego, że wciąż nie potrafię uwierzyć. I nie gniewaj się kiedy jestem opryskliwa. Chciałabym żeby było dobrze, a za każdym razem mi się nie udaje.

Ludzie, którzy nie kochają siebie nie są w stanie pokochać innych. Bo "kochać" to dawać komuś swoją miłość. Dzielić się tym specjalnym uczuciem z drugą osobą. Dzielić się cząstką siebie. 

Może po prostu nie nauczyłam się kochać. Nie miałam okazji do tego, nikt mi nigdy nie pokazał jak to robić.

Patrzysz na mnie pytająco, chcesz zrozumieć. Ale ja sama nie rozumiem. To skomplikowane, powtarzam kolejny raz. Boję się, że nie wystarczy Ci cierpliwości. A kiedy myślę o tym, że mogłabym już nigdy nie usłyszeć Twojego "kocham cię", czuję jakby ktoś zaciskał ciasną obręcz na mojej szyi. Jesteś moim powietrzem, potrzebuję Cię.

Jeszcze niedawno na pytanie o to, co dla mnie brzmi najpiękniej, wymieniłabym jedną ze swoich ulubionych piosenek. Teraz bez wahania, jednym tchem, powiedziałabym, że to ten śmiech. Gdyby ktoś pół roku temu zapytał o mój ulubiony kolor, odruchowo wymieniłabym jakiś odcień. Dzisiaj to kolor tych oczu. Moją ulubioną fakturą stała się Twoja skóra. Moim ulubionym zapachem jest Twój zapach. Jesteś moim Ulubionym.

Nikt mnie nie rozśmiesza tak jak Ty. Z nikim nie dzielę tylu sekretów. Nikt nie wydaje mi się tak idealny. Idealny dla mnie. Nikt nie wywołuje u mnie tylu skrajnych emocji. O nikogo się tak nie martwię, kiedy coś jest nie tak. Na nikim mi tak nie zależy, jak na Tobie.



Ktoś powiedział, że to nie jest prawdziwe. 

...wymyśliłam to?

Mogę tęsknić za wszystkim co powiedziałeś. Nie wiem jak zrobić to wszystko po swojemu. I nie chciałam pokazać słabości w odpuszczaniu. Miałeś mnie naprawić. Potrafiłeś odpędzić wszystko co złe, obronić mnie. Powiedziałeś, że nie odejdziesz, pamiętasz? Można stwierdzić, że nie miałeś do tego serca.
Naprawdę wolałam być sama?

Zmieniłam zdanie...

niedziela, 28 października 2012

Kocham Cię

kocham cię. 


kocham cię znaczy, że zawsze będę cię kochała. że kochałam cię przedtem. że kocham cię teraz. że będę cię kochać potem. kocham cię znaczy, że kochałam cię zanim to słowo zostało zdefiniowane. zanim życie istniało. to znaczy, że będę cię kochać kiedy ziemia będzie tylko tylko gwiezdnym pyłem rozproszonym po całym nieskończonym kosmosie. kocham cię znaczy, że jesteś odczuwalny, nie tylko słyszany. że istniejesz za moimi oczami i w mojej piersi. kocham cię znaczy, że kocham cię takiego jakim jesteś, jakim będziesz i jakim byłeś. to znaczy, że kocham to co robisz i to co mówisz. kocham cię znaczy, że twoje porażki i sukcesy są jednym i tym samym. kocham cię znaczy, że zmarszczki i szarości są tym samym co porcelana i brąz. kocham cię znaczy, że kocham siebie. bo jesteś częścią mnie i kocham cię wszędzie i wszystko czym jesteś. kocham cię oznacza zostawianie świata naokoło nas w ogniu krzyżowym. kocham cię znaczy, że możemy spłonąć... ale że wolelibyśmy raczej spłonąć niż żyć bez świadomości jak to jest być ogrzanymi. kocham cię znaczy, że nie odpuszczę... że trwałam zanim wiedziałam jak trwać. kocham cię znaczy, że jestem przygotowana do swobodnego spadania... ale nigdy przygotowana do lądowania. kocham cię znaczy, że nigdy świadomie nie zadam ci bólu... ale jeśli z jakiegoś powodu to zrobię... będę cierpieć z tobą dopóki to nie minie. kocham cię znaczy, że nie będzie nikogo innego. kocham cię znaczy, że nigdy nikogo innego nie było. kocham cię oznacza moment. kocham cię oznacza życie. kocham cię nie jest dwoma prostymi słowami... to każde słowo jakie kiedykolwiek wypowiedziałam, od kiedy twoje oczy spotkały moje. 

kocham cię.


niedziela, 16 września 2012

Sprzeczności

Tak się zastanawiałam, czy tylko ja tak mam czy nie tylko ja... A mianowicie czasem jest tak, że niesamowicie nie mogę się doczekać czegoś, bo to coś ma jedną, małą wspaniałą rzecz, ale z drugiej strony niesie ze sobą mnóstwo innych rzeczy, które już nie są takie fajne. Na przykład w tej chwili nie potrafię się doczekać wyprowadzki, ale to znów niesie ze sobą naukę, samodzielność i w cholerę obowiązków. Albo inny przykład - zima. Uwielbiam zimę. Są piękne wieczory, można leżeć pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty, ubierać te wszystkie ciepłe i miękkie sweterki, patrzeć na śnieg, Uroczo i słodko. Ale znów są minusy - mrozy, śnieżyce, plucha, przeziębienie i zmarznięte nosy i palce. I tak mam chyba ze wszystkim na tym świecie. Tak, wiem, to się nazywa "Problemy XXI Wieku", ale ostatnio doprowadza mnie to do szału i nie mogę nic na to poradzić. Pewnie tylko ja tak mam, huh...

niedziela, 9 września 2012

Quick update

Nie było mnie tutaj WIEKI. To znaczy nie żeby ktoś to czytał, ale chodzi o ogólne zachowanie ciągłości czegokolwiek w moim życiu. Prawda jest taka, że totalnie nie miałam na nic ochoty i to jest przykre i egoistyczne, ale już taka jestem. Nie mam dużo czasu (zaraz leci MBTM, a ja uwielbiam marnować czas), więc pomyślałam, że napiszę coś na szybko.
Praktyki w radiu dawno się skończyły, były cudowne. Przez cudowne mam na myśli to, że naprawdę mi się podobało, chociaż wstawanie rano i praca (taaaaaak, jestem lenieeeeem) były dla mnie wyzwaniem, ale dałam radę. To z tych przyjemnych rzeczy.
Z nieprzyjemnych... W te wakacje wydałam nieco ponad 1000 zł. I nie, nie na zakupy, wypasione wakacje z przyjaciółmi czy przyjemności. Na cholerne "przed sądowe wezwanie do zapłaty". I to by było tyle, jeśli chodzi o udany wypoczynek. Wszystko przez głupotę ludzką. I nie mówię, że byłam bez winy. Ale tak do końca to po prostu nie miałam innego wyboru, jak postąpić jak reszta. Zostałam demokratycznie przegłosowana. Takie skutki... Ale nic, mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Powinno.
Mam nowe mieszkanko, to znaczy pokój, tylko jeszcze nie wiem czy sama, czy ze współlokatorką. Okaże się, chyba wolałabym sama, ale ze współlokatorką wyjdzie taniej, a ja jak przystało na studentkę, kasy nie mam praktycznie w ogóle.
Ach, opowiadanie. Utknęłam, tak cholernie źle i nie wiem jak wybrnąć. Potrzebuję troszkę czasu, ale chyba dam radę, prawda? Zawsze daję to teraz też sobie poradzę.
Update z mojego nudnego życia.
KTOŚ bezczelnie spytał się mnie o to, czy moja orientacja seksualna jest "normalna". Szczęka opadła mi do ziemi, a kiedy ją pozbierałam już i poskładałam swoją twarz, spojrzałam na tego Ktosia z najszczerszym uśmiechem na jaki mogłam się zdobyć. "Oczywiście, że normalna". Ktoś się ucieszył, twierdząc że jakbym jednak wolała dziewczyny, to by mnie z tego wyleczył. Jak to miałam zrozumieć?
W tym momencie moja tolerancyjna matka również przeszła na ciemną stronę mocy i przy każdej możliwej okazji, mamrocze mi coś o "zboczeńcach".
Don't wanna live on this planet anymore...
Hmm... Całe wakacje przesiedziałam praktycznie w domu (brak kasy), pogoda była do dupy, przyjaciele okazali się okropni. Za niedługo zaczyna mi się znów nauka i skończy się opierdalanie. To smutne.
No i jeszcze mogę powiedzieć, że dzisiaj odkryłam Danisnotonfire (tak, jestem szybka) i zakochałam się w nim. Polecam, śmiałam się pół dnia z jego filmików na youtube.
Tym miłym akcentem żegnam.
Wish me luck.
I weny.
I całej reszty dobrych rzeczy...

piątek, 6 lipca 2012

me being me

Właśnie dzisiaj, o 13.00 zaczął mi się weekend. Myślałam "byle do piątku". Fakt, są wakacje, wiem, pamiętam. Ale ja mam praktyki. Od tygodnia wstaję o 7.00 żeby na 9.00 być w siedzibie radia, zasiąść w fotelu i do 10.00 przeglądać gazety. W życiu nie naczytałam się tyle Wyborczej, Dziennika Zachodniego i innych szarych gazet. Potem siadamy do komputerów i redagujemy. Co redagujemy? Różnie. Czasem się trafi coś z policji, czasem coś o pociągach, czasem o jakichś imprezach i innych wydarzeniach z regionu. Potem czytamy na głos, poprawiamy i znów czytamy i znów poprawiamy... W sumie tak mi minął tydzień. Ale dzisiaj wysłali nas (mnie i jeszcze jednego chłopaka) na miasto, w celu zrobienia sondy. Na rynku postawili kurtynę wodną (dla niewtajemniczonych - wygląda jak zraszacz do trawy i pryska wodą, żeby się ludzie i dzieci mogli ochłodzić w te upały). Mieliśmy się dowiedzieć czy się podoba mieszkańcom. Ano podoba się. Tylko że bieganie z mikrofonem po mieście w TAKI upał jest zabójcze. Ale przeżyłam. 
Popołudnia zazwyczaj spędzam na ogródku na kocyku, od czasu do czasu wskakując do basenu. No, trochę mnie opaliło... Na szczęście bez zbędnych oparzeń, jedynie raz mnie coś tam poswędziało i zaczerwieniło się, ale na drugi dzień było już normalnie. 
Rozdział do opowiadania się pisze, wolno bo wolno, ale zawsze to coś. Jest tak ciepło, że mi się nic nie chce, dlatego załapuje takie poślizgi. 
Praca w radiu jest fajna - mam wiadomości z pierwszej ręki i wiem zanim inni wiedzą. Ludzie nawet chętnie odpowiadają, kiedy nikt ich nie nagrywa żadną kamerą ani niczym innym. Pisanie notek też nie jest złe. Po napisaniu pierwszej (dodam - nieudanej), dzisiaj napisałam notkę "idealną", nic nie trzeba było poprawiać. Dodam, że to notki, które trzeba czytać w wiadomościach radiowych, więc są krótkie i wyłuszczają tylko najważniejsze fakty. Nieśmiertelne "Więcej szczegółów na portalu radia 90" chyba do końca zostanie mi w głowie. 
Ach, zapomniałabym. W jednym dniu, a raczej nocy, śniłam się trzem osobom. Przypadek? Mam nadzieję! To było z tych weird rzeczy. Jakieś Paranormal Activity czy coś?:)