czwartek, 22 marca 2012

FanFic

Ryan slowly moved the hair from your face and kissed you softly. "Come closer," he whispered in your ear and made your body shiver. You stepped even closer to him, and now your bodies were touching. You could feel his chest being pressed against yours, everytime he took a breath in. The heat from his body warmed yours up. "I want you so bad right now," he whispered in your other ear. All he was waiting for, was you to let him do exactly as he wished for. The things he wanted to do to your body.You closed your eyes and quickly imagined it all. You slowly nogged, still with your eyes closed, as you gave him permission. For five seconds, you couldn't feel him at all. You were scared to open your eyes, incase it was all just a dream. Then suddenly you felt him grab your wrist and pull your body closer to his. You were in a dark room behind a café. His breath was on your neck and his hands on your hips. He gently bit your neck, and you moaned. Then he licked all the way up to your jawline-and then his lips met yours. This time the kiss was more violent though. You couldn't help but rip off his T-shirt, but he stopped you. HE was the master. He was the in charge. All you could do was to enjoy the things he did to you. He slit off your t-shirt and laid you down on a stable table (dont worry security and etc is top dollar). His hands went from your knees and up under you skirt a couple of times on repeat. The you slowly spread your legs, although you didn't know, if you were allowedRyan didn't seem to mind though. You felt him leave little wet kissed on your inner thighs. He slowly took off your panties, and then laid himself over you. He wasn't wearing his T-shirt anymore. You laid your hands on his chest. You could feel his rips against the skin. He whispered your name, as if he was begging you to touch him. You kissed his neck, but that wasn't what he ment. He pushed his crotch down against yours. You could feel his warm borner against his jeans. You opened them and...

Nie moje, nie... Ale wklejam tutaj, żeby sobie zostawić na pamiątkę. W internecie nic nie ginie. Fanfic dla mnie (o mnie) od milutkiego anonima na Tumblr.
Sweet xD

poniedziałek, 19 marca 2012

hate

Ugh... Nienawidzę go. Nienawidzę tego, że nie chce ze mną rozmawiać. Że tłumaczy się z każdego słowa. Że jest taki niepewny. Że mnie olewa. Że nie chce, nie stara się, zostawia to. I ok, może sama jestem sobie winna. No ale... Ohhhh...
Żałosne.
Cała ta sytuacja.
I ja też, moje zachowanie.
Już prawie zapomniałam, nie myślałam o tym i szlag wszystko trafił przed jeden komentarz na facebooku! O, ironio... Od kiedy to facebook pełni taką rolę?
A teraz znów nic. Można na to umrzeć? Umrzeć od czekania?
Nikt nie jest idealny, żaden człowiek. Każdy ma jakąś wadę a moją wadą jest głupota. Możliwe, że gdybym wcześniej nie była takim tchórzem to już dawno by mi przeszło. Możliwe. Bardzo.
Ewentualnie to taka kara za grzechy. Ale człowiek nie docenia tego co ma, dopóki tego nie straci, prawda?
Super, to właśnie doceniłam.


niedziela, 18 marca 2012

inspiracje

Z racji tego, że mam milion pomysłów na minutę, wymyśliłam sobie nowego bloga, Pure Cat Walk, sprawdzicie? Nie każę czytać ani nic, ale miło jest wiedzieć, że ktoś wchodzi... Oczywiście tego nie uśmiercam, broń Boże. Ale żeby nie zaśmiecać tego, mam tamten.
Zapraszam!

czwartek, 15 marca 2012

Make-up i inne urządzenia


Tak dla rozjaśnienia sytuacji, mój współlokator stał się... całkiem miły. To znaczy na tyle na ile facet może być miły. A co do reszty... Nie wiem co to wszystko ma znaczyć, ale zazwyczaj kończy się na moim dziwnym wyrazie twarzy, który jest odpowiedzią na jego... teksty. Tak na przykład, 2 dni temu, zaskoczył mnie dwa razy.
"- Masz pomalowane oczy.
- No, zazwyczaj mam. Prawie zawsze.
- Nie zauważyłem.
- Co ty robisz?
- Patrzę ci w oczy.
- ... *mój dziwny wyraz twarzy*
- Widocznie za mało patrzyłem ci w oczy..."
Jest ktoś inteligentny, kto wytłumaczy mi, jakim cudem on dopiero teraz zauważył, że się maluję? W sensie... Przecież wieczorem to musi być szok dla takiego nieświadomego niczego faceta, kiedy widzi mnie w powyciąganej koszulce z łosiem, mokrymi włosami, bez makijażu... A on jakby... Nie zauważył? Że się maluję. Naprawdę?
No i scenka numer dwa, drukujemy!
"- Ona zawsze tak?
- Ta drukarka jest wyjątkowa.
- Tak jak ty...
- Ta, wdała się we mnie."
So, once again. To było obraźliwe? Przyrównanie do drukarki?
Dlaczego i co ja komu zrobiłam, że spotykają mnie takie nieszczęścia...





wtorek, 13 marca 2012

Tylko?


Pewnie nie powinnam narzekać, tylko się cieszyć, że ktoś się mną interesuje. Ale to nie moja wina, że odbieram wszystko jako jakiś dziwny, chory żart. Coś w stylu: "Założyłem się z kumplami, że do ciebie zagadam". Alternatywą na nudę też nie chcę być. A tak poza tym, to faceci są cholernie dziwni.
Przykład? Obrażasz kolesia, mówisz mu że jest zaściankowy, homofobiczny, nie zna ortografii i gramatyki... A on nic.
Ja bym się obraziła.
A tak poza tym, koledzy kolegów, którzy kiedyś byli bliscy, teraz już mniej, to złe połączenie. Dlaczego tylko ja to zauważam? Mam na myśli to, że takie spotkanie w trójkę było by nieco... awkward. Ale tak samo awkward jak takie spotkanie, jest odmawianie po raz tysięczny komuś spotkania. No ale swoją drogą, ten Ktosiek taki uparty jest, że pewnie kiedyś mu się uda. Ze szkodą dla obu stron.
Miałam tydzień wolnego, prawie, i tak strasznie się rozleniwiłam... Znów muszę wracać do mieszkania, sama sobie robić herbatę, obiad, sprzątać i zmywać, robić zakupy... NIE CHCE MI SIĘ.
A co się działo przez ten tydzień? Stosunkowo niewiele. Zbysław się wybiegał, przynajmniej ona miała z tego jakiś pożytek, że siedziałam w domu. Spotkałam się z przyjaciółką, pooglądałyśmy jak zwykle filmy, pośmiałyśmy się z rzeczy, które tylko dla nas są śmieszne i logiczne. Dostałam książkę do przeczytania (za którą nie mam się kiedy zabrać ze względu na przymus obejrzenia dwóch filmów na Kino Jako Medium Polityczne i przeczytania tony materiałów na Historię Mediów z Mirelką). Ale to nic, dam radę! W końcu to Eragon, a raczej pierwsza część ostatniej części. Poczytam w pociągu, o!
Poza tym wszyscy w domu są chorzy. Kaszlą, kichają, smarkają itd. A ja nie mogę być przecież chora, no... Mam nadzieję, że mnie nie zarazili. No i farbowałam włosy, jak co tydzień, wyszły jeszcze bardziej niebieskie! Oczywiście znów się zmyją, zanim ktokolwiek zdąży zauważyć, ale to nic. Ja widziałam...
Zabieram maluchom aparat, więc może kiedyś w końcu zrobię sobie zdjęcie, na którym widać ten kolorek. I zabieram się za robienie brzuszków. Do lata może uda mi się choć troszeczkę bardziej przypominać człowieka a nie kulkę. To by było chyba na tyle... W domu zawsze jest nudno. Ale odpoczywam!



P.S.
Moi bracia nie mają kompa i na razie się nie zapowiada, żeby go mieli w ciągu tego tygodnia... Kto będzie głosował na P!ATD, kiedy ja nie będę mogła?
Musical March Madness mnie kiedyś wykończy, chociaż wiem, że ostatnio mało się zajmuję sprawami związanymi z chłopakami. Mam nadzieję, że mi wszyscy wybaczą brak nowych postów na stronie, chociaż jeśli będzie coś ważniejszego to na pewno dodam! Może sama sobie wybaczę lenistwo...

czwartek, 8 marca 2012

Are we gonna die?


Jak wracać to w nocy...
Co?
Nie, zdecydowanie nie...
Wróciłam do domu (na tydzień, yay!), olewając niektóre zajęcia. No cóż... Nieważne. Spakowałam się, zabrałam ciuchy na imprezę (o której będzie co opowiadać, mam nadzieję...), wino z Biedronki (na inną imprezę), krem i śmietanę do tortu (który był pyszny i zapomniałam zrobić zdjęcie) i całą resztę i... voilà! Jestem w domu. Ale żeby nie było mi zbyt prosto i przyjemnie, dodając moje kochane szczęście, musiało być z przygodami. Po jodze, na którą poszłam już z walizką, obolała po pozycjach Pies 1 i Pies 2 (tak się nazywa jak wygląda - dziwnie), poszłam na dworzec. Przyczepił się jakiś pijak, kij wie co z nim było jeszcze nie tak. Gadał do mnie coś, czego nie rozumiałam. Oczywiście wtedy nagle Straż Ochrony Kolei gdzieś się zapodziała. Ale na szczęście mnie szybko zostawił. W pociągu drzwi do przedziału się of course nie domykały - tak, zmarzłam. Do tego nie było chyba włączonego ogrzewania.
Przesiadka.
Słyszeliście kiedyś szczękające zęby? Ale tak naprawdę. Myślałam, że sobie je wybiję. No bo oczywiście byłam mądra, wzięłam cienki płaszczyk i moje sneakersy, zamiast butów zimowych. Do tego byłam sama na tym dworcu we wsi o wdzięcznej nazwie Nędza. Ciemno, zimno i pociągu nie widać. Ale przyjechał, tak! Z tym, że jak już dałam radę jakoś wrzucić moją ogromną i ciężką walizkę do środka i sama weszłam, znów miałam problem z drzwiami do przedziału. I ja się pytam, gdzie się podziali gentlemani (nawet zieloni, nieważne, byleby gentlemani)? Szarpałam się z tymi drzwiami, żeby się otworzyły i NIKT mi nie pomógł. Prościej popatrzeć. Zawsze to jakaś rozrywka, nie?
Ale spoko, dałam radę. Dodam, że było już późno, bo na "miejscu" byłam jakoś koło 22.30.
Mama załatwiła mi transport do domu, z tym że ten transport pracował do 23.00. Przesiedziałam więc ponad pół godziny w pizzerii, z ogromną zapiekanką i szklanką coli. W towarzystwie kolesia, który nie potrafi się powstrzymywać i rzuca dziwnymi tekstami. Ale ok.
W końcu dotarłam, zmęczona jak cholera i przejedzona jeszcze bardziej.
A dzisiaj Dzień Kobiet. Życzenia złożyło mi dosłownie 5 mężczyzn. Odejmując rodzinę to tylko dwóch. Hello? Zapomnieli o mnie, dziękuję. Za to zjadłam 2 kawałki dobrego tortu, wypiłam szklankę niedobrego, białego wina (tak, piłam ze szklanki, a co!) i zgrałam milion filmów na płyty, dla moich dwóch małych mężczyzn. No, nie takich małych, ale mniejszych ode mnie.
A teraz, pisząc tego posta, ziemia się zatrzęsła. Witamy na Śląsku, gdzie górnikom się nudzi i od czasu do czasu wysadzają coś tak, że cały dom drży w posadach.
Do tego jutro ma przyjść (być może), znajoma mojej mamy, która jest... Nie przepadam za nią.
Nie wierzyła, że dostanę się na studia, odradzała mi je i ogólnie czuję się przy niej głupia jak but. Do tego za każdym razem pyta się mnie o dentystę.
Naprawdę.
Jakby nie było ciekawszych tematów, tylko moje nieszczęsne zęby.
A z milszych akcentów... Już wiem co założę na piątkową imprezę. Do tego odkopałam moją cudowną torebkę w kształcie serduszka, którą po prostu kocham. Jest tak mała, że telefon mi do niej ledwo wchodzi, ale to nic! Jest piękna... 










Oto i ona! Jest czarna i błyszcząca, bo pokryta cekinami. Musicie mi uwierzyć na słowo, bo jakość jest marna. Ale torebka - idealna. Niebanalna, mała - mieści się idealnie w ręce, co widać. Do tego jest naprawdę śliczna, nieprawdaż? Prawdaż, prawdaż.

P.S.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET <3



EDIT.

Zostało jeszcze 5 minut Dnia Kobiet. Oczywiście nie mogło być zbyt idealnie. Były mąż (to dłuższa historia, może kiedyś ją opiszę) musiał sobie o mnie przypomnieć i posłać mi życzenia. Dodam, że narobiło to zamętu, w sensie we mnie. Oh, Boże Brendziole, dlaczego mi to robisz.
Już PRAWIE nie myślałam o tym i JEB. Help?
Gdzie podręcznik: "Jak pozbyć się przeszłości"?


niedziela, 4 marca 2012

Let's do this all


Dzisiaj zdałam sobie sprawę z kilku rzeczy.
Po pierwsze: świat potrzebuje musicalu z piosenkami P!ATD. To by było coś pięknego. Historia opowiedziana słowami ich piosenek. Młodzieńczy bunt, problemy w domu, światełko nadziei, rozstanie, nowe perspektywy, miłość... To wszystko i więcej jest w ich piosenkach. Sex, drugs & Rock'N'Roll!
Po drugie: mam nowe marzenie i jestem z tego dumna! Wyjechać na jakąś ciepłą wyspę (na przykład jakąś grecką), przeleniuchować tam miesiąc, biegać po łąkach, nie przejmować się niczym. Być z przyjaciółkami, śmiać się, płakać i odpoczywać.
Po trzecie: chcę wyjść za mąż a przynajmniej to zaplanować. Ale nie że miłość, że ten jedyny, że dzieci, stabilizacja... Nie!
WIECZÓR PANIEŃSKI!
Taka niepowtarzalna imprezka z dziewczynami. Cudownie..


A tak w ogóle to brak mi cholernej kreatywności, której teraz potrzebuję. I czasu dla siebie. I do tego czasu na resztę rzeczy. Pojadę do domu i już mam rozplanowane te 4 dni. A myślałam, że odpocznę. Chyba zamieniam się w coś takiego dziwnego, towarzyskiego, jak nie ja. No cóż...

P.S.
Jestem zakochana w moim kolorze włosów. Wyszedł cudownie, szkoda tylko, że znów się zmyje w ciągu paru myć.
Blue Hair RLZ!

sobota, 3 marca 2012

hey you fucking attention seeker

Mam takie wrażenie, że są ludzie, dość bliscy, którzy tak narzekają publicznie, tylko po to, żeby ich pocieszać. Ok, ja też powtarzam, że jestem brzydka, gruba itd., bardzo często, żeby ktoś zaprzeczył. Ale w tym jest trochę mojego myślenia i niepewności i to miłe, kiedy ktoś ci mówi, że tak nie jest.
Ale bez przesady, ok?
Poza tym nie lubię pijanych ludzi. Źle mi z tym, że w kuchni ktoś siedzi i chla wódę (dość ostro), bo to z deka straszne. A co jak tu przyjdą do mnie? Nie chcę...
I jeszcze ze smutnych myśli. Czasem prościej napisać do samej siebie, wyobrażając sobie, że pokazuje się to osobom, do których ma się żal.
A jakbym zamieniła tego bloga w moje miejsce emo-myśli? Podobno aż tak nie można się wywnętrzać w internecie, ale jak się nie ma gdzie, to co się robi? Bo ja nie wiem...
Um, tak.
Life sucks.