poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Wiara

Kiedy ktoś mnie pyta, czy wierzę w Boga, nie potrafię jednoznacznie powiedzieć "Nie", więc wykręcam się ironicznym uśmiechem i mówię, że "każdy ma swojego Boga". Kiedyś naprawdę wierzyłam, kiedy byłam młodsza. I często nawet pytałam Go, czemu jest tak a nie inaczej i czemu pozwala, żeby niektóre rzeczy po prostu się działy. I co? Oczywiście, że nie dostałam żadnej odpowiedzi. Po którymś razie z rzędu, zwyczajnie się obraziłam. Na Boga. Można, prawda? Ale to wciąż nie było tak, że całkiem nie wierzyłam. Raczej akceptowałam to, że może On tam faktycznie jest, tylko po prostu zostawił świat i zupełnie w niego nie ingeruje. I tak było dość długo. Ale im więcej złego przydarzało się mi i innym, którzy mnie otaczali, tym bardziej zaczynałam wątpić. No bo... Skoro jest taki miłosierny, sprawiedliwy, wszechwiedzący to dlaczego świat nie jest dobry? No tak, działanie Szatana. Ale przecież on nie jest silniejszy od Boga! Jest tak samo jak my Jego tworem! Musi mieć nad nim władzę. To chore...
I ktoś mógłby powiedzieć, że to taka fanaberia, trend, że wszyscy nagle są "ateistami", bo to ładnie brzmi i jest nawet poprawne politycznie. No bo przecież taki ateista nie jest stronniczy. Nie pochyla się ku żadnej religii i nie przestrzega tych zasada. Co nie znaczy, że nie ma moralności.
Ale jak się nad tym dłużej zastanowić, to taka wiara w Boga jest dobra. Nasz znajomy kiedyś przyjechał do nas, w odwiedziny. I chociaż zmarł mu dziadek najwyżej 3 dni wcześniej, to jego żałoba obejmowała tylko bardziej stonowane kolory jego ubrań. Wcale nie był smutny, przygaszony czy rozżalony. Uśmiechał się, żartował... Powiedział w końcu, że widocznie tak miało być, że Bóg go tam potrzebował u góry i był dobry na tyle, by skrócić mu cierpienia na ziemi. Tam w niebie ma się lepiej przecież. Piękne wytłumaczenie i jaka oszczędność łez, które i tak nie pomogą.
Ja tak nie potrafiłam. Babcia umarła i nie zobaczyła nawet kartki na święta, którą jej posłałam. Kartka stała na kredensie, za szybą, oparta o kieliszek. W jednym z najbardziej widocznych miejsc w pokoju. A ona i tak jej nie zobaczyła, bo nie zdążyła. Może to i głupi powód, żeby się obrazić na Boga, ale miałam tylko niecałe 11 lat a Babcia niedawno przeszła w końcu operację na oczach i powoli odzyskiwała wzrok. Co z tego, skoro nie zdążyła w pełni tego wykorzystać? Jeżeli to ma być sprawiedliwość, że ktoś zbiera pieniądze na drogi zabieg przez 10 lat i gdy w końcu się wszystko udaje, nie może się tym nawet przez chwilkę nacieszyć, to ja dziękuję.
Mama powiedziała, że się za mnie pomodli. Cóż, niektórzy widocznie potrafią. Ja nie. To pewnie strasznie samolubne i egoistyczne, takie "bo ja to i ja tamto", ale jak mam sobie wytłumaczyć niektóre rzeczy?
Mam wierzącą, bardzo wierzącą przyjaciółkę. Właściwie dwie, ale tylko jedna ze mną o tym pogadała. I wytłumaczyła mi to tak, a przynajmniej starała się, że to wszystko co się dzieje złego w moim życiu, to moje doświadczenie. Że tacy ludzie co się mają o niebo lepiej, będą mieli trudniej w późniejszym życiu. Bo nie będą potrafili tego co ja. Ale ja myślę, że nie będą potrzebowali tego co ja potrafię. I ja też tego nie potrzebuję. Żadnej z tych rzeczy, które nauczyło mnie życie, nie chcę praktykować w przyszłości.
A moja mama patrzy na mnie coraz większymi oczami i chociaż się śmieje z tego co ja mówię, ten śmiech jest coraz płytszy, coraz bardziej niepewny, czasem nerwowy.
Podobno "na starość" ludzie wracają do Kościoła, do Boga i do wiary. Podobno...

1 komentarz:

  1. Mam podobnie jak ty. Też nie potrafię powiedzieć "nie wierzę",bo nie wiem. Myślę,że wierzącym ludziom jest łatwiej,zawsze mają do kogo sie zwrócic Jak w wypadku zmarł mój bliski kolega,to miałam załamanie wiary i od tamtego czasu jakoś nie mogę wrócić do stanu sprzed jego śmierci. U mnie są wszyscy religijni, dla mnie narazie chyba bogiem jest muzyka...

    OdpowiedzUsuń