Dosłownie KARUZELA. Tak się ostatnio czuję. Trochę zakręcona, raz taka, a raz taka. Podziwiam ludzi, którzy ze mną wytrzymują.
Ale się wyrabiam, powoli, ciężko, ale daję radę.
Zrobiłam z koleżanką film na egzamin. To była masakra. Dwa dni biegania (ja zostałam "techniczną", czyli ludziem od brudnej roboty). Pech chciał, że pierwszego dnia było gorąco, a drugiego padało cały dzień. A ja biegałam. Bo to był film fotograficzny! No, fotograficzno-poklatkowy. Więc cały zamysł polegał na robieniu zdjęć tak, by po zmontowaniu imitowały choć trochę ruch. Więc biegałam tam i z powrotem, przestawiając rekwizyty o kilka centymetrów. Tak, 4 godziny. Po całym mieście. Ludzie się patrzyli, uśmiechali, zagadywali, żartowali... Nie było źle, całkiem śmiesznie. Ale po 4 godzinach nogi odmawiały posłuszeństwa, czułam się brudna i w ogóle... Ble. Ale zrobiłyśmy!
Kolejna porcja wrażeń - Mirelka.
Pani redaktor zapowiedziała kolokwium (dla niewtajemniczonych - coś jak test czy większy sprawdzian). Z 11 tematów. Każdy temat zawierał średnio od 30-60 stron tekstu, który trzeba było opracować. Siedziałam więc nad tym i czytałam, starałam się zapamiętywać... Cały długi weekend, ten z Bożym Ciałem. Nie pojechałam do domu, tylko siedziałam i czytałam. I co? Nie zdałam.
To chyba wtedy nastąpiła jakaś jedna wielka załamka, ale nie jestem pewna bo pamiętam to tak troszkę jak przez mgłę. W każdym razie moje załamki to nie takie płakanie w poduszkę. Na całe moje nieszczęście... Pech chciał, że wtedy padło na przyjaciela i to na nim się wyżyłam. Biedny. I potem było mi jeszcze gorzej. Ale! Pozbierałam się i wzięłam za naukę na poprawę u Mirelki.
Tym razem zdałam. Wczoraj. o 1.00 w nocy dowiedziałam się, że zdałam, więc w sumie już dzisiaj. Słodko.
Jutro mam egzamin, mam notatki, ale jeszcze się za nie nie wzięłam. Zamiast tego użalam się nad rozciętym palcem. Należę do tych mdlejących na widok krwi. Dla uspokojenia stwierdziłam, że walnę notkę, a co.
Tylko... Niepokoją mnie ilości alkoholu w naszej studenckiej lodówce. Jeśli oni (czyt. współlokatorzy), planują jakąś imprezę w sesji, to chyba ich uduszę. Czekają mnie jeszcze 3 egzaminy, jeden średni i dwa trudne. Proszę o nierobienie imprez!
Ach, i jeszcze... Opowiadanie... Dodam nowy part chyba dopiero po sesji. Mam go w głowie tylko, niestety. Dlatego nie dam rady szybciej. Ale jak zdam egzaminy, wróci mi chęć do życia i siły witalne to od razu biorę się za pisanie i postowanie.
A tymczasem... Wish me luck.
Reszcie braci studenckiej też życzę szczęścia i wytrwałości, tej braci niestudenckiej również życzę wszystkiego dobrego z ocenami, szkołami, testami...
:)
Ten okres okołosesynjy ma w sobie to coś, że wyciska z ludzi wszystkie siły i pozostawia tylko bezsilność. Od półtora tygodnia latam jak kot z pęcherzem na uczelnię i z powrotem i próbuję załatwić cokolwiek. A panie w dziekanacie zamiast pomóc, to tylko opierdolą człowieka. W pełni rozumiem, co czujesz, ludzie w moim otoczeniu uciekają na mój widok. Na szczęście został mi jeden egzamin i poprawka z matmy. Trzym się ;)
OdpowiedzUsuńDasz radę. Ja dzis mialam ostatni pisemny egzamin,najgorsze co moglo byc,a koleś w ogole tego nie sprawdzał,wiec 4 dni mojej nauki w ogole byly bez sensu.Wszyscy zaliczyli i tyle. Czekają mnie jeszcze 2 ustne,wiec bedzie wesolo.
OdpowiedzUsuńWytrwałości dziewczyny, jak zdacie to beda magiczne wakacje!:)