poniedziałek, 6 lutego 2012

Blogowanie

"Bo pani na lekcji powiedziała, że mamy dużo pisać..."
Dokładnie na tej zasadzie powstał ten blog. Gośka kazała nam pisać i pisać i pisać i pisać, żebyśmy nie wyrośli na grafomanów bez znajomości ortografii. Nie lubię jej, ale tutaj akurat miała rację. A co złego w pisaniu? Same plusy. Poza tym, że pożera czas, który mogłabym poświęcić na naukę...
Ta, ja i nauka...
Skutecznie (jak na razie) odpycham robienie notatek i naukę na jutrzejszy egzamin, wymyślając sobie zajęcia. Pochowałam naczynia z suszarki do naczyń, choć to nie moja kolej, zaczęłam się pakować, zrobiłam sobie obiad, wyniosłam śmieci. Wszystko, tylko nie nauka. To też alternatywa spędzenia tego potrzebnego czasu.
Chciałam założyć bloga. Bardzo. Ale mi odradzali. Jak można się wywnętrzać w internecie? Można. Choćby tylko dla siebie, bo kto przeczyta ten wpis, oprócz mnie? No właśnie. Powiedzmy, że będę tutaj ćwiczyła swoje pisarskie umiejętności, by w przyszłości mieć choć troszkę obycia z klawiaturą i ekranem komputera. Przyda się, jeśli po studiach znajdę pracę w jakiejś gazetce. Chociaż wcale nie mam na to ochoty. Owszem, dziennikarstwo mi się podoba, ale chyba takie bardzo specyficzne. Muzyka. Niech ktoś mnie przygarnie do jakiejś muzycznej gazetki, proszę. Albo radio, siedziałabym za mikrofonem i nikt by mnie nie widział. Marzenia. Pewnie i tak skończę gdzieś w jakimś barze szybkiej obsługi. Będę wrzucała przemielone mięso w bułkę z sałatą i zalewała to tłustym majonezem, z uśmiechem wręczając klientom to wykwintne danie, zwane hamburgerem.
Oby nie.
Brendon mi śpiewa nad uchem, jak się mam skupić na nauce? A kiedy jest cicho to też nie potrafię się uczyć. Ironia. Teoretycznie mam ściągi, ogromniaste a jak się okazuje - nie ma na nich wszystkiego. Nie żebym zawsze ściągała. To pierwsze ściągi w mojej studenckiej karierze, naprawdę! I do tego sama ich nie zrobiłam tylko jakaś dobra duszyczka z roku nam je udostępniła. Ciekawe jak długo mogłabym siedzieć i pisać? Gdybym chciała spisać wszystkie myśli, zabrakłoby mi życia.
A tak w ogóle, Orange na kartę ma ciekawe promocyjki. Kliknęłam dzisiaj na facebooku w jakąś aplikację, kazali mi wysłać sms'a i dostałam 30 darmowych sms do wszystkich sieci. Czy oni nie zakładają tej opcji, że nie mam do kogo wykorzystać tych sms'ów? Naprawdę. Kumpele piszą do mnie tylko wtedy, kiedy chcą żebym im coś wysłała na fejsbÓkowych simsach. I to nie sms, za dużo by to je kosztowało. Piszą na gg, albo nawet na samym facebook'u. A co.
Spytałam jedną czy tęskni troszkę za mną. Odpowiedź nie była przekonująca. Jak to jest, że jak człowiek dorasta to wszystko nagle się zaczyna plątać albo urywać. To niesprawiedliwe.
"Nobody likes you when you're 23..."
Ok, do tych 23 lat jeszcze mi trochę brakuje, no ale może u mnie się to zaczęło wcześniej niż w piosence? Nieważne...
Ważniejsze jest to, że mam ochotę na dwie rzeczy: na lody i papierosa. Lody nie takie niedobre, za 1,30zł tylko jakieś fajne, wypasione i nazywane przez wszystkich wszem i wobec "bombą kaloryczną". Co do kalorii, chyba przestałam się tym ostatnio przejmować. Ewentualnie mam czarną dziurę w żołądku, która wszystko pochłania. A co do papierosa... Palę od 19 lat. Biernie oczywiście. Może czasem mi po prostu brakuje tego, co? Na przykład teraz. Z jednej strony jak o tym pomyślę to mi niedobrze, ale z drugiej strony... Koleżanka miała świetne fajki, przynajmniej jeśli chodzi o zapach. I jakże kobiece! Cienkie, idealnie pasujące do lufki, również jakże kobiecej i eleganckiej. Dlaczego jej nie poprosiłam o jednego? Nie wiem.
Aczkolwiek nie mogę ani się napić, ani zapalić, ani niczym naćpać. Mam zakaz, od Łośka. Który w sumie ma rację, tylko że z niego najwidoczniej jest czarnowidz. Co by było gdyby się dowiedział, że i tak piłam? No bo się napiłam. Chciałam skosztować ciepłej wódki i przekonać się na własnej skórze czy jest naprawdę tak ohydna jak mówią. JEST.
Jak ja wytrzymam tydzień w domu? No, 6 dni, ale to prawie tydzień. Nie byłam tam od wieków, a przynajmniej z 3 tygodnie. Ale przynajmniej spotkam się z "przyjaciółkami" o ile wypali. Zazwyczaj się nie udaje, więc spotykam się tylko z jedną, w porywach z dwiema naraz. Wow, osiągnięcie.
Dlatego, zamiast przyjaciółki, oto mam bloga. Drugiego co prawda, pierwszy jednak był opowiadaniem. Marnym bo marnym, jedynie okrojone sceny seksu wzbudzały większe emocje. Co nie jest takie dziwne, patrząc na tematykę... A tutaj nie muszę się martwić o pisarskie zdolności. To będzie moja internetowa myślodsiewnia. Tylko zamiast różdżki mam klawiaturę. I wszystkiego na pewno tu nie wrzucę. Bo się wstydzę, bo to głupie, nieważne czy tam po prostu zbyt osobiste. Ale reszta? Jak najbardziej. Powiedzmy... Dla Future Me. Kiedyś, o ile blog nie zdechnie śmiercią naturalną, wejdę tutaj i poczytam te bazgroły, myśląc o tym, że byłam żałosną studentką.
A na razie może zabiorę się w końcu za tą naukę, co? Potrzebowałabym tego.

P.S.
Zakończenia są złe, a takie sztampowe to już na pewno. Więc zostawię to bez zakończenia. To też.

P.P.S


2 komentarze:

  1. Słyszałam kiedyś, że jak czegoś się mocno pragnie to to się spełnia. Sądzę, że część prawdy w tym jest. Więc nie można się poddawać.
    Nie wiem co to jest, ale ja po prostu uwielbiam czytać to co ty piszesz, nie ważne czy jest to opowiadanie czy 'twoje rozmyślenia' jak tu. Serio uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tak: tak samo się zabieralam za naukę na moją pierwszą sesję. Jakoś poszlo-wszystko zdane.
    Co do "przyjaciół", znów mam podobnie. Po wyjechaniu na studia nagle, jakby byli dla mnie obcy. Niby się z nimi spotykalam,ale to juz nie to samo. Starzenie się nie jest przyjemne...

    OdpowiedzUsuń