piątek, 24 lutego 2012

Przebudzenie zombie, czyli interpretacja własna

- Mamy ją.
Czyjś płacz.
- Dzięki Bogu…
Ból.
- Musi wypoczywać. Proszę jej to podawać dwa razy dziennie.
Kroki.
- Dziękuję panie doktorze, tak bardzo…
Przeraźliwe zimno.
- Już spokojnie, opanowaliśmy sytuację. Kiedy wydobrzeje, trzeba zrobić badania, może jakaś kuracja, sanatorium…
Zatrzaskujący się zamek.
- Tak, tak, oczywiście. Jeszcze raz dziękuję…
Cisza i ciemność.
Właśnie tak przywrócono ją do szarej rzeczywistości. A ktoś pytał chociaż czy ona tego chce?
Nie.
Jak to ktoś określił, poród albo zombie. Tak mi się spodobało, że wrzucam i tutaj z braku laku na coś lepszego do napisania.
A poza tym joga to zUo. Nie żeby była jakoś szczególnie okropna, nie, nie. Po prostu wszystko po niej boli. A poza tym moja koordynacja ruchowa kuleje i mylą mi się strony, plączę się we własne nogi i inne takie.








P.S.






P.S.S
Zostawię was z tym, co znów powróciło. Prosi się uprzejmie o założenie słuchawek na uszy. Za szkodliwe treści nie biorę odpowiedzialności!
Ohhhhhhhhh Glory

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz