Koleś, może dlatego gorąco, że stoisz w kurtce zimowej w mieszkaniu?!
Muszę dodawać, że ze mnie jest mały zmarzluch? No ale hello, jest zima, luty, w mieszkaniu powinno być ciepło. Poza tym ma głupi nawyk, że idzie spać gdzieś mniej więcej po 23.00 i musi być wtedy cichutko. Więc sobie wyobraźcie, że dla takiej osoby jak ja, która musi być naprawdę zmęczona żeby zasnąć, to katorga. Przeszkadza mu włączony TV, ma beznadziejne słuchawki (zawsze słyszę jak słucha swojej Briney Spears) i się rządzi. Oh, a największa wada? JEST FACETEM! Nie obrażam żadnych facetów, ale to nie mój facet a muszę z nim mieszkać. Tak, nie jest to fajne.
A z pozytywnych aspektów, postanowiłam się czymś z wami podzielić. Ostatnio czas mi na tym upływa, iż pisam sobie jakieś bzdury. Z fanficami chyba skończyłam, nie wyrosłam, czytać nadal lubię, ale nie wiem czy jeszcze jakiegokolwiek kiedykolwiek napiszę...
Ale mam dla was coś innego, nie zmuszam do czytania, ale jakby się wam chciało... To zapraszam, będzie mi miło.
1
Uchyliła delikatnie lekko skrzypiące drzwi i weszła do pokoju. Jej obecność wzburzyła dotąd uśpione drobinki kurzu, które teraz tańczyły w powietrzu jak stado miniaturowych motylków. Przez chwilę trwała w bezruchu, oczekując że świat nagle się zawali albo stanie się inne nieszczęście. Nic takiego jednak się nie stało, nic na nią nie wskoczyło, nie próbowało zabić ani wyrządzić jakiejkolwiek krzywdy. Kurz nadal latał w powietrzu, a słońce nadal tak samo wpadało przez okno jak kilka sekund wcześniej. Przed czym więc tak ją ostrzegano? Nie widziała powodu do tak poważnej histerii. Rozejrzała się po pomieszczeniu, wciąż stojąc przy otwartych drzwiach. Mimo wszystko, wpojony w nią przez ciotkę strach, nie pozwalał jej zamknąć tych wrót do świata, który był rzekomo tak bezpieczny i lepszy niż Pokój. Wciąż nie dostrzegała niczego, co mogłoby wywołać jakikolwiek niepokój. Pomieszczenie nie było przesadnie wielkie, nie było nawet jakoś specjalnie umeblowane. Łóżko z żelazną ramą, swoją drogą bardzo piękną, stało na wprost drzwi. Pod tą samą ścianą stała masywna, stara szafa, w podobnym klimacie co łóżko. Do tego niewielkie biureczko pod oknem, dobrane do szafy, w tym samym kolorze mahoniu. Podłoga była naga, zwykłe deski, pokryte grubą warstwą kurzu, jak wszystko w Pokoju. Widać było, że nikt tutaj nie wchodził od wieków. Uwagę dziewczyny nie przykuł jednak żaden z mebli, choć wydawały się najważniejsze w tym pokoju. Naprzeciw okna, po jej prawej, wisiał obraz. Był duży, być może tak duży jak wysoka była dziewczyna. Rama była ciemnobrązowa, ze starannie wyrzeźbionymi kwiatami na całej długości desek. Ale sam obraz był zasłonięty czarną płachtą. I właśnie do obrazu postanowiła podejść najpierw. Dlaczego był zasłonięty?
Pewnie nie chcieli by się zakurzył…
Chciała tylko zajrzeć pod czarny materiał, sprawdzić, ale zbyt ściśle przylegał do obrazu, był jakby przyklejony do malunku. Może ktoś przykrył obraz tuż po jego wykonaniu i materiał przykleił się do farby? Ale to by znaczyło, że obraz jest zniszczony, więc po co wieszać takie nieudane dzieło? Szarpnęła odrobinkę mocniej i coś się ruszyło. Niewielki skrawek materiału odczepił się, a dziewczyna mogła dostrzec czarne tło. Wtedy też wyczuła wibracje, najpierw delikatne, ale z sekundy na sekundę coraz silniejsze. Wszystko zaczęło się trząść. Meble wydawały trzeszczące dźwięki, jakby miały się zaraz rozpaść. Deski z podłogi zaczęły się wyginać i wyskakiwać ze swoich miejsc. Kurz stał się nieznośnie duszący. Dziewczyna zaczęła kaszleć, łzy napłynęły jej do oczu. Nagle podłoga pod nią pękła, zapadając się. Ostatnie co zobaczyła to ciemność. Zapamiętała jeszcze jedno – ktoś przeraźliwie krzyczał.
Pisz, pisz, pisz dużo..... ;3
OdpowiedzUsuń